Saturday, May 5, 2012

Mroczna wioska pod lupą.

Charakterystyczny szczęk łańcucha zdejmowanego z furtki, oraz jej głuche trzaśnięcie było znakiem ostrzegawczym.

- Tata idzie, tata idzie!

Wyczulone na łoskot gumofilców Hyjeni, jego dzieci wiedziały że czas przerwać zabawę i zachowywać się jak najciszej, by nie sprowokować razów,  jakich zależnie od nastroju i stopnia upojenia alkoholowego mógł im zafundować.

Najgorsze zdarzało się w dni wolne od szkoły, kiedy nieoczekiwanie wracał na drugie śniadanie, będąc zwykle jeszcze trzeźwym. Świadome zagrożenia,  dzieci  zwykle chowały się w najdalszych zakamarkach domu,  lecz najstarsza Anetka była przez matkę zobowiązana by podawać ojcu posiłek. Pan domu zwykle znajdował pretekst by dać upust swojej frustracji właśnie wtedy, bijąc tym, co akurat miał pod ręką,  najczęściej kablem od grzałki do herbaty.
Na zawsze wrył się w pamięć dzieci poranek, kiedy Hyjenia wpadł do domu bardziej wściekły niż zwykle, złapał za polana ze skrzynki do palenia pod kuchnią i zaczął tłuc każde z nich jak popadło.

Kiedy zmiana w PGRze  wraz z następująca po niej libacją, z kolegami na rampie się kończyła, dzieci często już spały, lub były na tyle przezorne by udawać sen. Wtedy ojciec zwykle był wystarczająco pijany by nie zaprzątać się nimi. Jakkolwiek tego wieczoru truchlały w łóżkach przy odgłosach  krzyków i razów dochodzące z drugiego pokoju.  Wiedziały że matka znów nierozsądnie poczyniła Hyjeni zarzuty o późne powroty i pijackie imprezy.
Nastała cisza.  Wtem bezwładne ciało matki wtargnęło do środka ich pokoju.

- Leż. Tu zdychaj suko.

Kopniakiem popchnął ja by móc zamknąć drzwi.

Ciało Stenki drgało, opuchnięta, zakrwawiona  twarz była wstrząsającym widokiem nawet dla nich, przywykłych do okrucieństwa.  Płakały  cicho, rozpaczliwie, starając się nie wzbudzić jeszcze większej wściekłości ojca.   Gosia próbowała objąć matkę, uspokoić konwulsje. Anetka na chwilę bezszelestnie wymknęła się z domu, zanurzyła  dłonie w śniegu.  Kiedy przyłożyła je do czoła matki, ta jęknęła z ulgą.  Dziewczynka raz po raz wychodziła ochładzać  ręce, aż Stenka przestała się telepać . Leżała teraz, zapadła w drętwy stupor. Tej nocy spali na podłodze, skupieni razem, jak gdyby całe zło mogło zostać odwrócone.

Przyszłe losy dzieci nie wychowywanych, lecz tresowanych w atmosferze terroru nie zaskakiwały konsekwencjami losu. Najstarsza próbowała się powiesić rok później, nieudolnie wszak, jednak z determinacją podejmowała próby co roku używając coraz wymyślniejszych technik. Uciekła z piekła, kiedy tylko skończyła osiemnaście lat, wiążąc się z  Kierowcą Ciężarówki który natychmiast zrobił jej dziecko.  Jego tresura okazała się być jeszcze gorsza, zastał więc ją któregoś ranka w wannie upurpurowionej przepięknie z otwartymi żyłami, jeszcze żywą.  Rok póżniej, wsiadła na gapę do byle jakiego pociągu. Ostateczną drogą do wybawienia okazał się wieżowiec w obcym mieście, sfrunęła z niego łagodnie powiewając skrzydłem rozdartej nocnej koszuli.  Tym razem była już na zawsze wolna.  Mila poszła w ślady siostry rodząc szybko trzech synów  Tępemu  Psychopacie z sąsiedniej wioski. Nie mając w sobie siły Anetki, znosiła cierpliwie lata upokorzeń. Jej chwilowym  wybawieniem  był kilkuletni wyrok więzienia na  Tępaku, jednakże w konsekwencji została bez dachu nad głową. Z braku wyboru wróciła pod strzechę Hyjeni, który po śmierci Stenki rozpił się całkowicie. Wytrzymała pół roku, lecz kiedy Hyjenia zaczął bez oporów się do niej dobierać uciekła pewnej nocy i słuch po niej zaginął. Gosia wyszła za mąż za Prostodusznego Rolnika, choć biednie i w harówce była wdzięczna losowi za dom i dwie córeczki.  Los zgotował jej jednak więcej.  Serce Gosi skruszało z żalu nad martwą dziewczynką, którą  powiła pewnego zimowego ranka i już nigdy się nie zagoiło.

No comments: